Jak smartfon zobaczy ciepło niczym wąż: 7 sekretów nowej technologii

Rewolucyjna technologia zamienia niewidzialne promieniowanie w ostry obraz

Naukowcy opracowali miniaturowy czujnik zdolny przekształcić niewidzialne promieniowanie cieplne w szczegółowy obraz w rozdzielczości 4K. Bez konieczności chłodzenia, bez gabarytu rozbudowanych urządzeń.

Inspirację czerpali wprost z natury – konkretnie z głowy węża. Ta innowacyjna technologia mogłaby umożliwić zwykłemu telefonowi komórkowemu „widzenie” w ciemności, przez dym, a nawet przez niektóre materiały.

W jaki sposób węże postrzegają ciepło i co oznacza to dla elektroniki

Określone gatunki węży polują nocą dzięki specjalnemu zmysłowi. Oprócz normalnego wzroku dysponują termalnymi jamkami usytuowanymi między okiem a nozdrzami. Te drobne struktury wychwytują różnice temperatur w otoczeniu i działają jak naturalna kamera termowizyjna.

Sercem tego układu jest cienka membrana zawieszona w pustej komorze. Gdy pada na nią promieniowanie cieplne z ciała ofiary, fragmenty membrany nieznacznie się ogrzewają. To wystarcza do wywołania impulsów nerwowych. Mózg gada następnie łączy te informacje z obrazem z oczu i uzyskuje nadzwyczaj precyzyjny przegląd termiczny środowiska.

Zespół badawczy z Beijing Institute of Technology i Changchun Institute of Optics przełożył tę zasadę na praktykę inżynieryjną. Skonstruowali sztuczny odpowiednik węższego organu, który można umieścić bezpośrednio na klasycznym sensorze CMOS – takim, jaki obecnie pracuje w aparatach fotograficznych smartfonów.

Nowy układ naśladuje metodę, jaką wąż przekształca ciepło ofiary w wyraźny obraz, lecz czyni to na standardowym, seryjnie produkowanym detektorze obrazu.

Od promieniowania termicznego do zielonego punktu na matrycy

Klucz tkwi w warstwowej konstrukcji całego urządzenia. Na powierzchni znajduje się warstwa wychwytująca promieniowanie podczerwone, czyli ciepło. Naukowcy zastosowali tutaj tak zwane kropki kwantowe z tellurku rtęci (HgTe). Są to miniaturowe kryształki półprzewodnikowe, których właściwości można dostroić tak, by reagowały na konkretny zakres długości fal – w tym przypadku aż do 4,5 mikrometra.

Kiedy fale cieplne padają na kropki kwantowe, te generują sygnał elektryczny. Tutaj jednak pojawia się pierwsza przeszkoda: każdy nagrzany obwód elektroniczny wytwarza również „szum”, czyli prądy niezwiązane z rejestrowanym sygnałem. To pogarsza jakość obrazu, zwłaszcza gdy urządzenie pracuje w temperaturze pokojowej bez dodatkowego chłodzenia.

Aby pokonać ten problem, naukowcy dodali barierę z tlenku cynku i specjalnego przewodzącego polimeru (P3HT). Ta warstwa blokuje ciemne prądy powstające z samego nagrzania sensora, jednocześnie przepuszczając impulsy wywołane rzeczywistym promieniowaniem podczerwonym.

Przekształcenie prądu na światło czytelne dla zwykłej kamery

Na tym pomysłowość się nie kończy. Zamiast bezpośredniego przekazania prądu do kolejnej elektroniki, konstruktorzy umieścili nad całą strukturą kolejną warstwę – tym razem emisyjną. Zawiera ona materiały fosforescencyjne ze związkiem irydu.

Zadaniem tej warstwy jest konwersja sygnału elektrycznego na światło widzialne. Praktycznie sensor emituje stałą zieloną poświatę, której intensywność odpowiada sile sygnału podczerwonego. Tę poświatę bez problemu wychwytuje każdy piksel klasycznego sensora CMOS.

Cały proces przetwarzania przebiega następująco: ciepło → prąd w kropkach kwantowych → zielone światło → obraz 4K na zwykłej matrycy.

Według autorów badania sprawność tej konwersji – od jednego fotonu w spektrum podczerwonym do fotonu światła widzialnego – przekracza 6% w zakresie bliskiej podczerwieni. Biorąc pod uwagę brak chłodzenia i kompaktowe wymiary, jest to wybitny rezultat.

Rozdzielczość 4K w spektrum podczerwonym na zwyczajnym sensorze CMOS

Najbardziej imponującym aspektem projektu jest rozdzielczość. Urządzenie funkcjonuje na standardowej matrycy CMOS w formacie 4K, czyli 3840 × 2160 pikseli. Do tej pory kamery termowizyjne o takiej szczegółowości wymagały kosztownych systemów kriogenicznie chłodzonych.

Nowy sensor radzi sobie zarówno z bliską (SWIR), jak i średnią podczerwienią (MWIR). Dla tych zakresów osiągnięto wysoką jasność sygnału – rzędu tysięcy kandeli na metr kwadratowy. W praktyce oznacza to, że nawet bardzo słabe promieniowanie cieplne zamienia się w obraz, który można bez trudności rejestrować i przetwarzać w czasie rzeczywistym.

Istotny jest także zakres dynamiczny. Sensor zachowuje czytelność zarówno w bardzo jasnych, jak i bardzo ciemnych partiach sceny. Autorzy podają wartości około 38 dB dla bliskiej podczerwieni i 33 dB dla średniej. Takie parametry pomagają uniknąć prześwietleń i utraty detali, na przykład gdy na jednym ujęciu widać rozgrzaną rurę i chłodne otoczenie.

Czułość jest na tyle wysoka, że urządzenie wychwytuje sygnały o mocy porównywalnej ze świeceniem gwiazd – rzędu 10⁻¹⁰ wata na centymetr kwadratowy. To otwiera drogę do zastosowań astronomicznych czy pracy w niemal całkowitej ciemności.

Jakie zmiany może to przynieść powszechnym urządzeniom

Nowa konstrukcja poszerza spektrum fal, które typowy sensor obrazu „widzi”, z obecnych 0,4–0,7 mikrometra (od fioletu po czerwień) aż do 4,5 mikrometra. Przechodzimy więc z klasycznego światła widzialnego głęboko w obszar termiczny.

To otwiera całą gamę zastosowań:

  • Bezpieczeństwo i monitoring – kamery rozpoznające sylwetki ludzi przez gęsty dym, w nocy, za lekką przesłoną.
  • Przemysł – szybka kontrola przegrzewających się podzespołów, detekcja ukrytych pęknięć lub nieszczelności.
  • Rolnictwo – ocena stanu roślin według rozkładu temperatury, śledzenie nawadniania i stresu termicznego.
  • Bezpieczeństwo żywności – monitoring temperatury w opakowaniach i magazynach, wykrywanie miejsc o podwyższonej wilgotności.
  • Przemysł motoryzacyjny – wsparcie systemów w samochodach, które muszą widzieć pieszych na ciemnej, spowitej mgłą drodze.
  • Medycyna – miniaturowe kamery zdolne wychwycić stany zapalne czy zaburzenia krążenia krwi na podstawie mapy termicznej tkanek.

Smartfon jako kieszonkowa termokamera

Największą zmianę odczuje zwykły użytkownik w chwili, gdy taka matryca trafi do kieszeni – a ściślej pod obudowę telefonu. Zespół badawczy podkreśla, że proces produkcyjny można włączyć do istniejących linii wytwórczych. Nie są potrzebne specjalne komory chłodnicze ani całkiem nowe fabryki.

Jeśli producenci smartfonów sięgną po tę technologię, aparat w telefonie będzie mógł przełączyć się w tryb termalny podobnie, jak dziś przełącza się między szerokokątnym a teleobiektywem. Użytkownik zobaczy na wyświetlaczu obraz w wysokiej rozdzielczości pokazujący rozkład temperatury – nie uproszczoną mapę w kilku kolorach, lecz szczegółową scenę z wyraźnymi konturami.

Wyobraź sobie aplikację, która jednym kliknięciem pokaże, skąd ucieka ciepło z mieszkania, gdzie przegrzewa się rozdzielnia, lub czy w nocy za samochodem nie kryje się zwierzę.

Możliwości, zagrożenia i mniej oczywiste konsekwencje

Tak szeroka dostępność obrazowania termicznego niesie ze sobą również kilka pytań. Z jednej strony rośnie bezpieczeństwo – ratownicy szybciej odnajdą ludzi w zadymionym budynku, kierowcy zobaczą pieszych na ciemnej drodze, a właściciel domu sprawdzi instalację bez wzywania specjalistów. Z drugiej strony pojawia się nowy poziom inwigilacji, ponieważ kamery mogą zacząć „zaglądać” przez zasłony, cienkie ściany czy ubrania, choć w ograniczonym zakresie.

Pojawia się także kwestia materiałów. Kropki kwantowe oparte na związkach rtęci wymagają bezpiecznej produkcji i recyklingu. Konstruktorzy będą musieli szukać kompromisu między parametrami sensora a ograniczeniem wpływu na środowisko naturalne, być może sięgną po alternatywne składy chemiczne.

Sam mechanizm przetwarzania sygnału – od ciepła do zielonego światła – otwiera też dalsze, mniej oczywiste zastosowania. Taki moduł można włączyć do inteligentnego oświetlenia, które świeci mocniej tylko tam, gdzie wykrywa obecność człowieka. Lub do dronów inspekcyjnych badających stan linii elektrycznych bez konieczności nocnych lotów z ciężkimi kamerami.

W tle pozostaje jeszcze jedno istotne zjawisko: zbliżanie zaawansowanej fotoniki do zwykłego użytkownika. Gdy w telefonie lądują rozwiązania, które jeszcze kilka lat temu wymagały kriogenicznego laboratorium, zmienia się sposób myślenia twórców aplikacji, lekarzy, inżynierów budowlanych i strażaków. Przestrzeń widoczna dla elektroniki znacznie wykracza poza to, co postrzega ludzkie oko, a kieszonkowe urządzenie zaczyna reagować bardziej na temperaturę niż na samo światło.

Author

  • Agnieszka Komorowska to polska blogerka DIY, która dzieli się pomysłami na rękodzieło, dekoracje i praktyczne rozwiązania do domu.

Scroll to Top